W artykule „Trzeba działać, by przebić cenową bańkę ropy” Meghnad Desai stawia pod pręgierzem spekulantów na rynku ropy naftowej.
Zdaniem autora nie ma podstaw rynkowych (?) dla aktualnych, ogromnych cen ropy naftowej. Głównym problemem jest podobno fakt, że instytucje finansowe traktują ropę nie jak „towar użytkowy”, ale jako „zyskowne aktywa finansowe”.
Na czym miałoby polegać traktowanie ropy jako „towaru użytkowego” przez instytucje finansowe – tego autor nam nie objawił.
Klechdy te podparte są ostrzeżeniami George’a Sorosa wygłoszonymi na Kapitolu, który również straszy bańką spekulacyjną, zapomniawszy widać własnych na polu spekulacji dokonań.
Powiada autor:
Najlepszym sposobem zwalczenia spekulacji jest sprawienie, by stały się mniej opłacalne.
Prawda ci to najszczersza. Pozostaje jeszcze kwestia sposobu, w jaki mielibyśmy tej mniejszej opłacalności dostąpić.
I co czytamy?
Handlujący wyłącznie na poziomie finansowym, powinni zapłacić odpowiednią cenę za swoje spekulacje. Można tego dokonać zwyczajnie podnosząc marżę z obecnych 7 do około 50 procent.
To grupa ośmiu przywódców najbardziej uprzemysłowionych państw powinna nalegać, by NYMEX wprowadził tę politykę. Współgra ona z logiką wolnego rynku i jednocześnie powoduje, że spekulacje na rynku ropy są mniej opłacalne.
Najbardziej podoba mi się to „współgranie” z logiką wolnego rynku.
Tłumacząc na język ludzki: państwo (a przynajmniej „ośmiu przywódców”) ma wziąć za pysk handlarzy ropą „na poziomie finansowym”
Kretyństwa te serwuje nam honorowy profesor London School of Economics. Nie wiem ile w tej profesurze jest honoru ale mniemam, że więcej, niż rozumu.
Tagi: ceny ropy, financial times, Kryzys Naftowy, Peak Oil