Jeden by wszystkimi rządzić…

By Maciej Dudek

Wspólny start wyborczy Unii Polityki Realnej z Ligą Polskich Rodzin oraz Prawicą Rzeczpospolitej daje poczucie powolnego ale być może silnego rozpędzania się machiny konserwatywnego liberalizmu.

Z partyjnego punktu widzenia decyzja UPR jest strategicznie poprawna i daje realne szanse na mandaty poselskie.

Niemal rok temu pisałem, że polityczna szabla Korwina jest coraz ostrzejsza kosztem pióra, które mocno już zaczyna rdzewieć.

Trudno przewidzieć, czy układ aktualny będzie w stanie zatrzasnąć sejmowe drzwi przed tym niespodziewanym szturmem konserwatywno-liberalnej prawicy.

Mam wrażenie, że wieloletnia pozaparlamentarna kwarantanna solidnie umocniła struktury UPR i partia ta jest obecnie niczym żaglowiec, który popłynie z wielkim rozmachem, byle tylko dostał w swoje żagle choć odrobinę wiatru.

Zabawne jest, że od zawsze głosowałem na UPR a nigdy skutecznie. Teraz odwrotnie: UPR być może do parlamentu wejdzie a mojego głosu wyborczego nie dostanie.

Kiedy widzi się rozluźnionego JKM przemawiającego na konwencji przed entuzjastyczną publiką, kiedy oprócz entuzjazmu jest i optymizm – trudno jest powstrzymać się przed jakimś wsparciem tego procesu.

Na szczęście bywa, że rozum bierze górę nad emocjami. Nikt nie mówił, że świadoma absencja wyborcza jest łatwa.

Pierścień władzy ma zniewalający urok, ciężko jest się spod niego wyzwolić…

Maciej Dudek

Tagi: , , , ,

Odpowiedzi: 2 do “Jeden by wszystkimi rządzić…”

  1. Faer mówi:

    Antywyborczy fanatyk ;)

    Rozumiem, że absencja wyborcza jest jak odchudzanie – cholernie Cię kusi, żeby spróbować ciasteczko, jednak w ostaniej chwili się powstrzymujesz?

    Może kiedyś absencja skuteczna będzie… jednak na pewno nie przed wybuchem jakiejś Wojny czy Kryzysu, która może parę rzeczy ludziom uświadomi.

  2. Maciej Dudek mówi:

    Parafrazując prezesa Popielę: jeśli nie teraz to kiedy? :) Manifestacja antydemokratyzmu nie mogłaby być bardziej dobitna niż w takiej właśnie sytuacji.

    Odmawiając głosu partii, z którą przez wiele lat sympatyzowałem, do której należałem, której kleiłem plakaty, w sytuacji gdy pojawia się szansa na przekroczenie progu sejmowego – manifestuję ideę a nie marazm zniechęconego wyborcy.

    To “kiedyś” nie jest takie odległe, dzisiaj czas biegnie bardzo szybko. A abstynencja wyborcza będzie jednym z istotnych elementów rewolucji antyetatystycznej.

    Tak myślę :)

Dodaj komentarz